W końcu nadszedł dzień w którym powinnam mieć uśmiech na twarzy, bawić się ze znajomymi i dostawać prezenty. Dzień moich urodzin... nigdy nie miałam prawdziwych urodzin, nigdy nie dostałam prezentu urodzinowego. Gdy żyła jeszcze babcia składała mi ona życzenia a teraz gdy jej już nie ma nawet życzeń w ten dzień nie dostaje.
Wstałam dosyć wcześnie bo o godzinie 6, weszłam do kuchni i zobaczyłam karteczkę na stole. Wzięłam ja do ręki i zaczęłam czytać.
"Ashley o godzinie 15 wracam z pracy, gdy przyjadę ma cie w domu już nie być... Tata"
Gdy doczytałam do końca nie mogłam w to uwierzyć! co za świnia!
Nie tracąc ani chwili dłużej wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, spakowałam i wyszłam z domu.
Nie miałam pojęcia co teraz zrobię, nie mam do kogo iść...
Przez cały dzień chodziłam po mieście ale gdy zaczęło się ściemniać usiadłam na ławce w parku.
Koło mnie co chwile przechodziły szczęśliwe rodziny, po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Po chwili wybuchłam płaczem, nie mogłam się opanować... nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
-Hej, coś się stało?-zapytał młody mężczyzna o brązowych włosach.
-n-nie-nie byłam w stanie nic innego powiedzieć.
-Przecież widzę że coś jest nie tak... możesz mi powiedzieć. Czasami gdy zwierzysz się obcej osobie robi się lżej...-mężczyzna usiadł koło mnie i potarł moje ramie.
Nagle poczułam potrzebę powiedzenia o wszystkim komuś... Zaczęłam mu wszystko opowiadać od początku. Nie znałam go ale od razu zrobiło mi się lepiej gdy się wygadałam.
-To przykre...masz tylko 15 lat...-w jego głosie można było wyczuć współczucie.
-Nie mam pojęcia co ja teraz zrobię-mój głoś drżał, byłam w kiepskim stanie.
-Mam dla ciebie propozycję, której nie możesz odrzucić
-Jaką?
-Mogę załatwić ci dobrze płatną pracę, która zapewni ci dom, wyżywienie i opiekę.
Nie wiedziałam co to za praca ale naprawdę byłam zmęczona tym życiem... chciałam zacząć nowe, lepsze życie... Kiwnęłam głową na znak że się zgadzam.
-Tak w ogóle to jestem John-podał mi rękę po czym wstałam z ławki
-Ja jestem Ashley-lekko się uśmiechnęłam po czym poszłam za Johnem.
. . .
-Kochanie wstawaj-ze snu wyrwał mnie kobiecy głos.
Otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą Vanesse. Szeroko się uśmiechała po czym pocałowała mnie w policzek.
-Ile razy mam ci mówić głupia suko że masz mnie tak wcześnie nie budzić!?-zaczęłam się śmiać i zwaliłam ją z łóżka.
-Pobawiła bym się z tobą słonko ale klient czeka!-Van wychodząc z pokoju posłała mi uśmiech i pomachała mi.
Na zegarku wskazówki wskazywały godzinę 7.19, zerwałam się szybko po czym wskoczyłam pod prysznic.
A wiecie czemu tak się spieszę? Od 3 lat żyje inaczej niż moje rówieśniczki... jak to mówią inni jestem po prostu dziwką... W dniu moich 15 urodzin ten skurwiel John zaproponował mi pracę oczywiście zgodziłam się co było najgorszym błędem jaki tylko mogłam popełnić! Gdy dowiedziałam się co to za praca chciałam się od razu wycofać lecz John powiedział że nie mam gdzie iść, nie mam w co się ubrać i nie mam jedzenia, a w tym wieku nie znajdę żadnej pracy. Przekonał mnie do zostania tutaj...
Po wyszykowaniu się skierowałam się do pokoju w którym miałam spotkać się z klientem. Zazwyczaj mój dzień wyglądał tak samo: kilku klientów potem imprezy i spać.
Wchodząc do pokoju zobaczyłam dobrze zbudowanego szatyna. Gdy tylko mnie ujrzał na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Cześć, jestem Justin
-Cześć, jestem Ashley...
Zdziwiłam się bo żaden klient mi się nie przedstawiał...
~*~
no i jest 1 rozdział! jeśli czytacie to komentujcie :*