wtorek, 23 lipca 2013

1

Obudziły mnie poranne promienie słońca wpadające przez okno do mojego pokoju. Powoli wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki, wzięłam szybki prysznic po czym założyłam na siebie czarne rurki i miętową bluzkę. W całym domu panowała cisza, zdziwiło mnie to bo odkąd nowy mąż mojej mamy Marcus wprowadził się zawsze włączony jest telewizor albo radio a on sam się ciągle drze. Weszłam do kuchni, wyjęłam miskę z szafki po czym wlałam do niej mleko i nasypałam płatki. Zastanawiało mnie to czemu jest taka cisza więc po zjedzeniu podeszłam do pokoju mamy, lekko uchyliłam drzwi i wsadziłam głowę pomiędzy drzwi a framugę. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam moją mamę siedzącą na ziemi opartą o łóżko. Trzymała w reku strzykawkę którą po chwili wbiła w rękę... wiedziałam doskonale co w niej się znajdowało i nie chciałam dalej tego oglądać. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do swojego pokoju po czym wyciągnęłam z szafki torbę.Zaczęłam do niej wpychać ubrania,bieliznę i kosmetyki. Gdy wszystko miałam już spakowane ubrałam buty i  wybiegłam z domu. Przez kilka godzin nie wiedziałam co ze sobą zrobić, błąkałam się po mieście myśląc o tym czemu to akurat ja mam taką rodzinę...  Przypomniałam sobie że mam jeszcze ojca... ojca który mnie nie kochał... nie miałam do kogo iść więc postanowiłam że jedynym wyjście jest zadzwonienie do niego i zapytanie się czy mogę u niego zostać. Po długich namowach tata zgodził się, nie był zadowolony ale ważne że zgodził się.Gdy znalazłam się już u niego w domu ani słowem się do mnie nie odezwał, wskazał mi tylko pokój który będę zajmowała. Przez kolejne kilka dni siedziałam w pokoju i nie ruszałam się z niego. Ciągle rozmyślałam o tym czym zawiniłam że bóg dał mi  taką rodzinę i takie życie...
W końcu nadszedł dzień w którym powinnam mieć uśmiech na twarzy, bawić się ze znajomymi i dostawać prezenty. Dzień moich urodzin... nigdy nie miałam prawdziwych urodzin, nigdy nie dostałam prezentu urodzinowego. Gdy żyła jeszcze babcia składała mi ona życzenia a teraz gdy jej już nie ma nawet życzeń w ten dzień nie dostaje.
Wstałam dosyć wcześnie bo o godzinie 6, weszłam do kuchni i zobaczyłam karteczkę na stole. Wzięłam ja do ręki i zaczęłam czytać.
"Ashley o godzinie 15 wracam z pracy, gdy przyjadę ma cie w domu już nie być... Tata"
Gdy doczytałam do końca nie mogłam w to uwierzyć! co za świnia!
Nie tracąc ani chwili dłużej wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, spakowałam i wyszłam z domu.
Nie miałam pojęcia co teraz zrobię, nie mam do kogo iść...
Przez cały dzień  chodziłam po mieście ale gdy zaczęło się ściemniać usiadłam na ławce w parku.
Koło mnie co chwile przechodziły szczęśliwe rodziny, po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Po chwili wybuchłam płaczem, nie mogłam się opanować... nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu.
-Hej, coś się stało?-zapytał młody mężczyzna o brązowych włosach.
-n-nie-nie byłam w stanie nic innego powiedzieć.
-Przecież widzę że coś jest nie tak... możesz mi powiedzieć. Czasami gdy zwierzysz się obcej osobie robi się lżej...-mężczyzna usiadł koło mnie i potarł moje ramie.
Nagle poczułam potrzebę powiedzenia o wszystkim komuś... Zaczęłam mu wszystko opowiadać od początku. Nie znałam go ale od razu zrobiło  mi się lepiej gdy się wygadałam.
-To przykre...masz tylko 15 lat...-w jego głosie można było wyczuć współczucie.
-Nie mam pojęcia co ja teraz zrobię-mój głoś drżał, byłam w kiepskim stanie.
-Mam  dla ciebie propozycję, której nie możesz odrzucić
-Jaką?
-Mogę załatwić ci dobrze płatną pracę, która zapewni ci dom, wyżywienie i opiekę.
Nie wiedziałam co to za praca ale naprawdę byłam zmęczona tym życiem... chciałam zacząć nowe, lepsze życie... Kiwnęłam głową na znak że się zgadzam.
-Tak w ogóle to jestem John-podał mi rękę po czym wstałam z ławki
-Ja jestem Ashley-lekko się uśmiechnęłam po czym poszłam za Johnem.

.    .    .

-Kochanie wstawaj-ze snu wyrwał mnie kobiecy głos. 
Otworzyłam oczy i ujrzałam nad sobą Vanesse. Szeroko się uśmiechała po czym pocałowała mnie w policzek.
-Ile razy mam ci mówić głupia suko że masz mnie tak wcześnie nie budzić!?-zaczęłam się śmiać i zwaliłam ją z łóżka.
-Pobawiła bym się z tobą słonko ale klient czeka!-Van wychodząc z pokoju posłała mi uśmiech i pomachała mi. 
Na zegarku wskazówki wskazywały godzinę 7.19, zerwałam się szybko po czym wskoczyłam pod prysznic.
A wiecie czemu tak się spieszę? Od 3 lat żyje inaczej niż moje rówieśniczki... jak to mówią inni jestem po prostu dziwką... W dniu moich 15 urodzin ten skurwiel John zaproponował mi pracę oczywiście zgodziłam się co było najgorszym błędem jaki tylko mogłam popełnić! Gdy dowiedziałam się co to za praca chciałam się od razu wycofać lecz John powiedział że nie mam gdzie iść, nie mam w co się ubrać i nie mam jedzenia, a w tym wieku nie znajdę żadnej pracy. Przekonał mnie do zostania tutaj... 
Po wyszykowaniu się skierowałam się do pokoju w którym miałam  spotkać się z klientem. Zazwyczaj mój dzień wyglądał tak samo: kilku klientów potem imprezy i spać.
Wchodząc do pokoju zobaczyłam dobrze zbudowanego szatyna. Gdy tylko mnie ujrzał na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Cześć, jestem Justin
-Cześć, jestem Ashley...
Zdziwiłam się bo żaden klient mi się nie przedstawiał...

~*~
no i jest 1 rozdział! jeśli czytacie to komentujcie :*


1 komentarz:

  1. Robi sie ciekawie, fabula oryginalna, dobrze zbudiwana i bez nie potrzebnego pierdzielenia, wbijasz sie w samo sedno - to mi sie podoba! Bede czytac. A jako, ze jestem niepoprawna fanka happy endow, licze, ze i w tej historii on bedzie :D
    zapraszam rowniez do mnie:
    sparkle-hope.blogspot.com
    :))

    OdpowiedzUsuń